mBank nie powtórzył sukcesu PKO BP. Inwestorzy kupili tylko część oferowanych listów zastawnych

Kamil
7 min czytania

mBank liczył na duże zainteresowanie swoją pierwszą ofertą detalicznych hipotecznych listów zastawnych. Bank planował pozyskać od inwestorów indywidualnych nawet 500 mln zł, a w razie bardzo dużego popytu był gotowy zwiększyć emisję nawet do 1 mld zł. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna. Ostatecznie inwestorzy kupili papiery o wartości około 106 mln zł, co oznacza, że udało się sprzedać niewiele ponad jedną piątą planowanej emisji.

To wyraźny kontrast wobec wcześniejszych emisji PKO BP, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem i zostały objęte zapisami przekraczającymi pierwotnie oferowaną pulę. Dlaczego tym razem inwestorzy nie dopisali?

Emisja zakończyła się znacznie poniżej oczekiwań

mBank Hipoteczny poinformował o przydziale blisko 106 tys. hipotecznych listów zastawnych serii D1 o łącznej wartości nominalnej około 106 mln zł. Każdy papier miał wartość nominalną 1000 zł.

Pierwotny plan zakładał sprzedaż:

  • 500 tys. listów zastawnych,
  • o wartości 500 mln zł,
  • z możliwością zwiększenia emisji nawet do 1 mln papierów, czyli 1 mld zł.

Bank był przekonany, że zainteresowanie będzie wysokie. Zapisy zostały nawet wydłużone o dodatkowe pięć dni roboczych, jednak nie przełożyło się to na znaczący wzrost liczby inwestorów.

PKO BP pokazał, że popyt może być ogromny

To była dopiero trzecia oferta detalicznych listów zastawnych w historii polskiego rynku.

Wcześniej podobne emisje przeprowadził PKO BP i zakończyły się one dużym sukcesem.

Jesienią 2025 roku oraz wiosną 2026 roku liczba zapisów przekroczyła liczbę oferowanych papierów, co zmusiło największy polski bank do zwiększenia wielkości emisji.

Ostatecznie PKO BP sprzedał:

  • papiery o wartości około 1,155 mld zł,
  • kolejną emisję wartą około 1 mld zł.

Duże znaczenie miała rozbudowana sieć dystrybucji oraz rozpoznawalność produktu wśród klientów banku.

Jakie warunki oferował mBank?

Oferta mBanku obejmowała trzyletnie hipoteczne listy zastawne o zmiennym oprocentowaniu.

Warunki wyglądały następująco:

  • w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowanie wynosiło 4 proc.,
  • w kolejnych okresach odsetki miały być naliczane jako suma stopy referencyjnej NBP oraz marży 0,25 pkt proc.

Przy obecnym poziomie stóp procentowych oznaczało to również około 4 proc. w skali roku.

Były to praktycznie identyczne warunki jak w przypadku wcześniejszych emisji PKO BP.

Czym właściwie są listy zastawne?

Hipoteczne listy zastawne należą do najbezpieczniejszych instrumentów dłużnych dostępnych na rynku.

Ich bezpieczeństwo wynika z tzw. podwójnego zabezpieczenia.

Inwestorzy mają bowiem zabezpieczenie zarówno:

  • na majątku banku,
  • jak i na portfelu kredytów hipotecznych stanowiących podstawę emisji.

Z tego względu często porównuje się je do obligacji skarbowych pod względem poziomu ryzyka.

Dla osób budujących zdywersyfikowany portfel inwestycyjny mogą stanowić ciekawą alternatywę dla papierów emitowanych przez Skarb Państwa.

Problemem mogła być konkurencja obligacji skarbowych

Eksperci zwracają uwagę, że oferta mBanku pojawiła się w momencie, gdy ogromnym zainteresowaniem nadal cieszyły się detaliczne obligacje skarbowe.

To właśnie one mogły odebrać znaczną część potencjalnych inwestorów.

Obecnie obligacje Skarbu Państwa oferują m.in.:

  • trzyletnie obligacje TOS z oprocentowaniem 4,40 proc.,
  • dwuletnie obligacje DOR z oprocentowaniem opartym o stopę NBP,
  • czteroletnie obligacje indeksowane inflacją COI z oprocentowaniem 4,75 proc. w pierwszym roku.

Dla wielu oszczędzających są to produkty dobrze znane i łatwo dostępne.

Dla części klientów Catalyst pozostaje barierą

Istotnym problemem mogła być również konstrukcja samego produktu.

W przypadku obligacji skarbowych inwestor może praktycznie w każdej chwili złożyć dyspozycję wcześniejszego wykupu.

Natomiast sprzedaż listów zastawnych przed terminem zapadalności odbywa się poprzez rynek Catalyst prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych.

Dla bardziej doświadczonych inwestorów nie stanowi to problemu.

Jednak dla osób, które do tej pory korzystały głównie z lokat czy obligacji skarbowych, może być to rozwiązanie mniej intuicyjne.

Dodatkowo konieczne było posiadanie rachunku maklerskiego.

mBank: liczyła się również edukacja inwestorów

Prezes mBanku Hipotecznego Piotr Petelewicz podkreśla, że celem emisji nie było wyłącznie pozyskanie finansowania.

Jak zaznacza, bank chciał również przybliżyć klientom nowy instrument inwestycyjny.

Według prezesa hipoteczne listy zastawne są produktem skierowanym do określonej grupy inwestorów i wymagają większej wiedzy niż popularne lokaty czy obligacje detaliczne.

Bank traktuje zakończoną emisję jako doświadczenie, które ma pomóc przy organizacji kolejnych ofert kierowanych do klientów indywidualnych.

Rynek również nie pomagał

Na wynik emisji mogła wpłynąć także sytuacja na światowych rynkach finansowych.

W ostatnich tygodniach inwestorzy obserwowali:

  • wzrost napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie,
  • gwałtowne zmiany rentowności obligacji,
  • wzrost zainteresowania rynkiem akcji po poprawie nastrojów inwestorów.

Po pojawieniu się informacji o deeskalacji konfliktu między USA i Iranem część kapitału zaczęła wracać na giełdy.

To mogło ograniczyć zainteresowanie bardziej konserwatywnymi instrumentami dłużnymi.

Klienci mBanku chętniej inwestują w akcje i ETF-y

Analitycy zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt.

Klienci mBanku od lat należą do najbardziej aktywnych inwestorów indywidualnych w Polsce.

Wielu z nich korzysta z rachunków maklerskich, inwestuje w:

  • akcje zagranicznych spółek,
  • fundusze ETF,
  • obligacje korporacyjne,
  • fundusze inwestycyjne.

W okresie poprawy nastrojów na rynkach finansowych część inwestorów mogła uznać, że potencjalnie wyższe stopy zwrotu oferują właśnie instrumenty udziałowe, a nie bezpieczne listy zastawne.

Czy kolejne emisje będą bardziej udane?

Mimo słabszego od oczekiwań wyniku trudno mówić o porażce całego rynku hipotecznych listów zastawnych.

Produkt nadal pozostaje stosunkowo nowy dla inwestorów indywidualnych i wymaga budowania świadomości. Sukces wcześniejszych emisji PKO BP pokazał, że zainteresowanie bezpiecznymi instrumentami dłużnymi istnieje, jednak ogromne znaczenie mają rozpoznawalność emitenta, kanały dystrybucji oraz moment rynkowy.

Jeżeli mBank zdecyduje się na kolejne emisje, niewykluczone, że wraz z rosnącą znajomością produktu oraz odpowiednią promocją uda się przyciągnąć większą liczbę inwestorów. Obecna oferta pokazała jednak, że nawet atrakcyjnie zabezpieczony instrument finansowy nie gwarantuje sukcesu sprzedażowego, gdy musi konkurować z popularnymi obligacjami skarbowymi oraz szeroką ofertą innych form inwestowania.

Secret Link