Polski system emerytalny od lat jest przedmiotem gorących dyskusji, ale niektóre jego elementy wciąż potrafią zaskoczyć skalą uprzywilejowania wybranych grup. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych mechanizmów jest sposób naliczania emerytur dla części służb mundurowych, który w praktyce pozwala na uzyskanie świadczenia wyższego niż wcześniejsze wynagrodzenie. Choć brzmi to jak paradoks, w rzeczywistości wynika z konkretnych zapisów prawa, które – jak wskazują eksperci – bywają wykorzystywane w sposób daleki od pierwotnych założeń systemu.
Emerytura liczona od ostatniej pensji
Klucz do zrozumienia całej sytuacji leży w zasadach naliczania świadczeń dla mundurowych, którzy rozpoczęli służbę przed 2013 rokiem. W ich przypadku wysokość emerytury zależy bezpośrednio od ostatniego wynagrodzenia. To zasadnicza różnica w porównaniu z większością pracowników w Polsce, objętych systemem ZUS, gdzie liczy się suma składek z całej kariery zawodowej.
Taki model tworzy bardzo silną motywację do maksymalnego „podkręcenia” wynagrodzenia tuż przed odejściem ze służby. W praktyce oznacza to, że ostatni miesiąc pracy może mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na wysokość świadczenia wypłacanego przez kolejne dekady.
„Awans na pożegnanie” – mechanizm, który zmienia wszystko
Zjawisko to funkcjonuje w środowisku jako tzw. „awans na pożegnanie”. Polega ono na tym, że funkcjonariusz tuż przed odejściem na emeryturę otrzymuje wyższe stanowisko i związane z nim wynagrodzenie. Co istotne, często jest to zmiana czysto formalna, bez realnego sprawdzenia się w nowej roli.
Eksperci wskazują, że taki mechanizm jest możliwy również dlatego, że przełożeni nie ponoszą bezpośrednich kosztów tej decyzji. Wyższa pensja wypłacana jest tylko przez krótki czas, natomiast długoterminowe konsekwencje – czyli wyższa emerytura – obciążają już system emerytalny finansowany ze środków publicznych.
W efekcie powstaje sytuacja, w której decyzja administracyjna podjęta na koniec kariery ma ogromne skutki finansowe dla państwa, ale praktycznie żadne dla jednostki podejmującej tę decyzję.
Emerytura wyższa niż pensja? To możliwe
W niektórych przypadkach dochodzi do sytuacji, w której emerytura funkcjonariusza przewyższa jego wcześniejsze, wieloletnie wynagrodzenie. Dzieje się tak dlatego, że świadczenie jest liczone od podwyższonej, „końcowej” pensji, a nie od średniej z całej kariery.
Dodatkowo system przewiduje bardzo korzystne przeliczniki. Mundurowy może przejść na emeryturę już po 15 latach służby, otrzymując około 40 proc. ostatniego wynagrodzenia. Każdy kolejny rok zwiększa to świadczenie o 2,6 proc. W praktyce oznacza to, że po kilkudziesięciu latach służby emerytura może sięgnąć bardzo wysokiego poziomu.
Co więcej, osoby te mogą dorabiać bez żadnych ograniczeń, nie tracąc prawa do świadczenia. To kolejny element odróżniający ten system od powszechnego modelu emerytalnego.
Kto za to płaci?
Największe kontrowersje budzi fakt, że mundurowi nie finansują swoich emerytur w taki sposób jak pracownicy objęci ZUS. Nie odprowadzają klasycznych składek emerytalnych, a ich świadczenia są pokrywane bezpośrednio z budżetu państwa.
W praktyce oznacza to, że koszty wyższych emerytur wynikających z „awansów na pożegnanie” ponoszą wszyscy podatnicy. To właśnie ten element sprawia, że temat wraca regularnie w debacie publicznej i budzi duże emocje społeczne.
Z punktu widzenia systemowego mamy do czynienia z przeniesieniem kosztów decyzji kadrowych na całe społeczeństwo, co rodzi pytania o sprawiedliwość i efektywność takich rozwiązań.
Dwa systemy emerytalne w jednym kraju
Polska od lat funkcjonuje w rzeczywistości dwóch równoległych systemów emerytalnych. Z jednej strony mamy powszechny system ZUS, w którym wysokość świadczenia zależy od sumy składek zgromadzonych przez całe życie zawodowe. Z drugiej – system mundurowy, oparty na zupełnie innych zasadach.
W ZUS nie ma znaczenia, ile ktoś zarabiał w ostatnich latach pracy. Liczy się całość wpłat i przewidywana długość życia. To oznacza, że nawet wysokie zarobki pod koniec kariery nie wpływają znacząco na wysokość emerytury.
W przypadku służb mundurowych jest odwrotnie – ostatnie wynagrodzenie może mieć kluczowe znaczenie. To fundamentalna różnica, która przekłada się na poziom świadczeń i poczucie nierówności między różnymi grupami zawodowymi.
Zmiany po 2013 roku – krok w stronę reformy
Warto jednak zaznaczyć, że system nie jest już jednolity dla wszystkich mundurowych. Osoby, które wstąpiły do służby po 2013 roku, mają emerytury wyliczane na podstawie średniego wynagrodzenia z ostatnich 10 lat. To znacząco ogranicza możliwość manipulowania wysokością świadczenia poprzez jednorazowe podwyżki.
Mimo to nawet ten system pozostaje korzystniejszy niż model obowiązujący w ZUS. Wciąż istnieją różnice w zasadach przechodzenia na emeryturę, długości wymaganej pracy czy możliwości dorabiania.
Czy system wymaga zmian?
Eksperci nie mają wątpliwości, że obecne rozwiązania wymagają dalszej reformy, szczególnie w kontekście rosnących kosztów dla budżetu państwa i starzejącego się społeczeństwa. Pytanie jednak brzmi, jak pogodzić konieczność zmian z oczekiwaniami środowisk mundurowych, które od lat korzystają z określonych przywilejów.
Z jednej strony mamy argumenty dotyczące specyfiki służby, ryzyka zawodowego i konieczności zapewnienia odpowiednich warunków emerytalnych. Z drugiej – rosnącą presję społeczną na większą równość systemu i ograniczenie kosztów.
Problem, który nie zniknie szybko
Zjawisko „awansów na pożegnanie” jest tylko jednym z elementów szerszego problemu, jakim jest nierównowaga w systemie emerytalnym. Choć dotyczy ograniczonej grupy osób, jego konsekwencje finansowe i społeczne są znacznie szersze.
W najbliższych latach temat ten prawdopodobnie będzie wracał, szczególnie w kontekście rosnących wydatków publicznych i konieczności reform systemu emerytalnego. Bo choć obecne przepisy pozwalają na takie praktyki, coraz częściej pojawia się pytanie, czy są one jeszcze do utrzymania w dłuższej perspektywie.

