Rozwój elektromobilności w Europie i na świecie przyspiesza, ale jego konsekwencje dla rynku pracy mogą być znacznie bardziej złożone, niż dotychczas zakładano. Jak wynika z raportu przywoływanego przez „DGP”, upowszechnienie napędu elektrycznego może prowadzić do spadku liczby miejsc pracy w sektorze motoryzacyjnym. Powód jest prosty – konstrukcja samochodu elektrycznego jest znacznie mniej skomplikowana niż auta spalinowego.
Silnik elektryczny składa się nawet o 50–70% mniej części niż tradycyjny napęd spalinowy. Oznacza to mniejsze zapotrzebowanie na komponenty, mniej etapów produkcji oraz ograniczenie liczby poddostawców. W efekcie całe łańcuchy dostaw mogą zostać skrócone lub zrestrukturyzowane, a część stanowisk pracy – zwłaszcza w obszarach związanych z produkcją elementów silników spalinowych – może zniknąć.
Mniej części, więcej automatyzacji
Zmiany technologiczne nie ograniczają się wyłącznie do samej konstrukcji pojazdów. Modernizowane i nowo budowane zakłady produkcyjne w coraz większym stopniu opierają się na automatyzacji i robotyzacji. Linie produkcyjne projektowane są z myślą o maksymalnej efektywności, powtarzalności i ograniczeniu kosztów pracy.
To oznacza, że nawet jeśli produkcja samochodów elektrycznych będzie rosła, nie musi to automatycznie przekładać się na wzrost zatrudnienia. Wręcz przeciwnie – w wielu przypadkach może dojść do sytuacji, w której większa produkcja będzie realizowana przez mniejszą liczbę pracowników, ale za to o wyższych kwalifikacjach technicznych.
Transformacja przemysłu motoryzacyjnego będzie więc nie tylko zmianą technologiczną, ale również społeczną. Szczególnie narażone mogą być regiony silnie uzależnione od tradycyjnej produkcji motoryzacyjnej.
Potrzebne silne wsparcie państwa
Aby Polska mogła wykorzystać szanse związane z elektromobilnością i ograniczyć negatywne skutki transformacji, niezbędne będzie – jak podkreślają eksperci – silne wsparcie dla sektora. Chodzi przede wszystkim o instrumenty finansowe, takie jak dotacje i preferencyjne pożyczki wspierające modernizację istniejących zakładów produkcyjnych.
Wsparcie powinno również obejmować zachęty do wprowadzania na rynek nowych produktów, w tym komponentów do pojazdów elektrycznych, systemów magazynowania energii czy technologii związanych z zarządzaniem bateriami. Bez aktywnej polityki przemysłowej Polska może stracić część obecnego potencjału produkcyjnego.
Wśród rekomendowanych rozwiązań pojawia się także pomysł uzależnienia dostępu do pomocy publicznej od konkretnych warunków. Mogłyby to być m.in. realizacja projektów badawczo-rozwojowych, tworzenie miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów czy angażowanie lokalnych firm w łańcuch dostaw. Takie podejście miałoby zwiększyć wartość dodaną pozostającą w kraju.
Istotnym elementem jest również możliwie szeroka koordynacja polityk na poziomie Unii Europejskiej, aby uniknąć tzw. wyścigu subsydiów pomiędzy państwami członkowskimi. Bez wspólnych zasad istnieje ryzyko, że bogatsze kraje będą przyciągać inwestycje agresyjnymi programami wsparcia, osłabiając konkurencyjność pozostałych gospodarek.
Zielone przemysły – nowa arena rywalizacji
Zdaniem Bartłomieja Orła z think tanku Project Tempo rywalizacja o zielone przemysły, w tym sektor elektromobilności, będzie znacznie ostrzejsza niż konkurencja o tradycyjny przemysł motoryzacyjny. Państwa dostrzegają bowiem, że to właśnie w obszarze zielonych technologii będą koncentrować się przyszłe inwestycje, miejsca pracy i innowacje.
Pierwsze symptomy tej rywalizacji są już widoczne. Jednym z przykładów jest przeniesienie produkcji baterii z Dolnego Śląska do amerykańskiego stanu Michigan, gdzie inwestorowi zaoferowano atrakcyjne subsydia państwowe. To pokazuje, jak silnym magnesem mogą być bezpośrednie zachęty finansowe.
Kolejnym elementem sporów jest sposób liczenia śladu węglowego dla baterii, forsowany m.in. przez Francję. Przyjęcie określonych metodologii może istotnie wpłynąć na konkurencyjność poszczególnych zakładów w Europie. Jeśli kryteria będą premiować produkcję w krajach o niskiej emisji energii, państwa o bardziej emisyjnym miksie energetycznym – takie jak Polska – mogą znaleźć się w trudniejszej sytuacji.
Energia kluczem do konkurencyjności
Eksperci zwracają uwagę, że w nowej rzeczywistości przemysłowej kluczowym czynnikiem konkurencyjności nie będą już przede wszystkim niskie koszty pracy, lecz dostęp do taniej i czystej energii. Produkcja baterii i komponentów do pojazdów elektrycznych jest energochłonna, a rosnące wymogi środowiskowe sprawiają, że znaczenie ma nie tylko cena energii, ale również jej emisyjność.
Tymczasem w Polsce energia wciąż w dużej mierze opiera się na paliwach kopalnych, co przekłada się zarówno na jej koszt, jak i ślad węglowy. Bez przyspieszenia transformacji energetycznej krajowe fabryki mogą mieć trudności z utrzymaniem konkurencyjności wobec zakładów działających w państwach o bardziej zielonym miksie energetycznym.
Szansa czy zagrożenie?
Elektromobilność nie musi jednak oznaczać wyłącznie strat. Transformacja może stworzyć nowe miejsca pracy w obszarach takich jak badania i rozwój, inżynieria oprogramowania, produkcja systemów zarządzania energią czy recykling baterii. Warunkiem jest jednak odpowiednie przygotowanie kadr oraz inwestycje w edukację i szkolenia.
Kluczowe będzie także wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które dziś funkcjonują jako poddostawcy części do silników spalinowych. Bez pomocy w dywersyfikacji produkcji wiele z nich może nie przetrwać zmiany technologicznej.
Polska stoi więc przed strategicznym wyborem. Może stać się aktywnym uczestnikiem zielonej transformacji przemysłu motoryzacyjnego albo ograniczyć się do roli podwykonawcy, podatnego na decyzje podejmowane poza jej granicami. W warunkach rosnącej globalnej konkurencji i walki o inwestycje, tempo i jakość podejmowanych decyzji będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości całego sektora.

