Tankowce pod ostrzałem. Armatorzy zarabiają miliony mimo ogromnego ryzyka 

Łukasz
6 min czytania

Napięcie w Zatoce Perskiej gwałtownie rośnie. W ciągu zaledwie dwóch dni doszło do serii ataków na statki handlowe w pobliżu Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Według informacji międzynarodowych mediów w regionie zaatakowano już co najmniej sześć jednostek, a jeden z marynarzy zginął. Mimo dramatycznej sytuacji część armatorów nadal wysyła tankowce przez zagrożone wody, kuszona rekordowymi zyskami. 

Jak podkreśla rzecznik Grupy Polska Żegluga Morska Krzysztof Gogol, w obecnej sytuacji wielu właścicieli statków podejmuje ogromne ryzyko, kierując się przede wszystkim potencjalnymi zarobkami. 

Rekordowe stawki za transport ropy 

Wraz z eskalacją konfliktu w regionie ceny transportu ropy i gazu gwałtownie wzrosły. Stawki czarterowe dla największych tankowców osiągają obecnie nawet 700 tys. dolarów dziennie

Według ekspertów oznacza to, że pojedynczy rejs statku przewożącego ropę może przynieść armatorowi nawet 26 milionów dolarów przychodu

To właśnie ogromne pieniądze sprawiają, że mimo zagrożenia część firm transportowych nadal decyduje się na operowanie w regionie Zatoki Perskiej. 

— Armatorzy ryzykują życiem załóg dla pieniędzy. To po prostu biznes — ocenia Krzysztof Gogol. 

Tankowce płyną mimo zagrożenia 

Najwięcej jednostek pływających w regionie stanowią tankowce i gazowce transportujące surowce energetyczne do Azji. Wśród operatorów dominują armatorzy z Grecji, którzy od lat odgrywają kluczową rolę w światowym handlu ropą. 

Według ekspertów decyzja o wysłaniu statku w tak niebezpieczny rejon sprowadza się często do negocjacji między właścicielem statku a załogą. 

Marynarze mogą liczyć na bardzo wysokie wynagrodzenie, które ma rekompensować ryzyko związane z podróżą przez potencjalną strefę działań militarnych. 

— Zbiera się załogę, przedstawia warunki finansowe i zapada decyzja. Kapitan i marynarze wiedzą, że to ogromne ryzyko, ale też ogromne pieniądze — tłumaczy rzecznik Polskiej Żeglugi Morskiej. 

Historie z czasów wcześniejszych konfliktów 

Eksperci przypominają, że podobne sytuacje zdarzały się już w przeszłości. Podczas wcześniejszych konfliktów w Zatoce Perskiej marynarze również podejmowali ryzykowne rejsy, kuszeni wysokimi zarobkami. 

Według relacji branżowych zdarzało się, że kapitanowie statków wracali z takich misji z wynagrodzeniem pozwalającym na całkowitą zmianę życia. 

— W czasach wojny w Zatoce Perskiej polscy kapitanowie też podejmowali takie ryzyko. Wracali z rejsów i potrafili za zarobione pieniądze budować domy — wspomina Gogol. 

Jednak obecna sytuacja może być znacznie bardziej niebezpieczna niż wcześniejsze konflikty w regionie. 

Ataki na statki nasilają się 

W nocy ze środy na czwartek doszło do kolejnego ataku na statek handlowy w pobliżu portu Jebel Ali w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, około 35 mil morskich od wybrzeża. 

Według dostępnych informacji w ostatnich dniach: 

  • zaatakowano co najmniej sześć statków handlowych
  • zginął co najmniej jeden marynarz
  • 38 członków załóg zostało uratowanych przez służby ratunkowe. 

Seria incydentów spowodowała poważne obawy w branży transportu morskiego. 

Groźba zaminowania cieśniny Ormuz 

Jednym z najbardziej niepokojących scenariuszy jest możliwość zaminowania cieśniny Ormuz przez Iran

Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków transportowych na świecie. W normalnych warunkach przepływa przez nią około 20 procent globalnych dostaw ropy naftowej

Jej blokada mogłaby doprowadzić do poważnych zakłóceń w światowym handlu energią. 

— Jeśli Iran rzeczywiście zaminuje cieśninę, nie będzie to już kwestia ryzyka, ale wyprawy na pewną śmierć — ostrzega Gogol. 

USA nie eskortują statków 

Wielu armatorów liczyło na wsparcie amerykańskiej marynarki wojennej, która mogłaby eskortować tankowce przez zagrożone wody. 

Jednak według informacji amerykańskich mediów Pentagon odrzucił prośby kilku państw regionu o zapewnienie eskorty wojskowej

Amerykańscy wojskowi twierdzą, że obecnie nie dysponują wystarczającą liczbą okrętów, aby chronić statki handlowe przepływające przez cieśninę Ormuz. 

Statki łatwym celem 

Eksperci podkreślają, że statki handlowe są szczególnie łatwym celem dla potencjalnych ataków. 

Profesor Salvatore Mercogliano, specjalista ds. żeglugi z Uniwersytetu Campbella w USA, zwraca uwagę, że lokalizacja jednostek jest stosunkowo łatwa do ustalenia. 

Współczesne technologie, w tym zdjęcia satelitarne oraz systemy śledzenia statków, sprawiają, że tankowce są praktycznie stale widoczne. 

Dodatkowo w rejonie Zatoki Perskiej operuje ogromna liczba niewielkich łodzi rybackich, które mogą obserwować ruch statków i przekazywać informacje o ich położeniu. 

— Wystarczy telefon satelitarny, aby przekazać pozycję tankowca — podkreśla ekspert. 

Ruch w cieśninie niemal zamarł 

Od momentu wybuchu konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem pod koniec lutego ruch w cieśninie Ormuz znacząco się zmniejszył. 

Wielu armatorów wstrzymało rejsy przez ten szlak, obawiając się ataków i rosnącego zagrożenia dla załóg. 

Praktyczna blokada cieśniny już teraz wywołała gwałtowny wzrost cen ropy na światowych rynkach, ponieważ ograniczenie dostaw z regionu Zatoki Perskiej ma ogromny wpływ na globalną podaż surowca. 

Niepewność na morzu 

W branży transportu morskiego panuje obecnie ogromna niepewność. Armatorzy muszą balansować między potencjalnymi gigantycznymi zyskami a realnym zagrożeniem dla statków i załóg. 

Wiele zależy od dalszego rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. 

Jeśli ataki na statki będą się nasilać, nawet rekordowe stawki czarterowe mogą nie wystarczyć, by przekonać armatorów i marynarzy do podejmowania tak niebezpiecznych rejsów.