Ustawa o kryptoaktywach 2.0 przyjęta. Jedna zmiana, a problemów wciąż wiele

Łukasz
6 min czytania

Sejm ponownie uchwalił ustawę o kryptoaktywach, ale trudno mówić o przełomie. Nowa wersja przepisów, określana jako „kryptoaktywa 2.0”, w praktyce niewiele różni się od tej, którą wcześniej zawetował prezydent. Wprowadzono tylko jedną istotną poprawkę, dotyczącą obniżenia opłat dla emitentów tokenów. Tymczasem główne zarzuty wobec ustawy — przede wszystkim nadregulacja i zbyt szerokie uprawnienia nadzorcze — pozostają aktualne.

Najważniejsza zmiana dotyczy kosztów funkcjonowania firm na rynku kryptowalut. Maksymalna opłata za nadzór nad emisją tokenów została obniżona z 0,5 proc. do 0,1 proc. wartości zobowiązań emitenta. Jednocześnie utrzymano minimalny próg opłaty na poziomie 500 euro. To rozwiązanie ma szczególne znaczenie dla startupów, które wykorzystują tokenizację jako sposób pozyskiwania finansowania.

Dla młodych firm technologicznych każda redukcja kosztów regulacyjnych ma ogromne znaczenie. W wielu przypadkach to właśnie opłaty i wymogi formalne decydują o tym, czy projekt powstanie w Polsce, czy zostanie przeniesiony do innej jurysdykcji. Obniżenie opłaty nadzorczej można więc uznać za krok w dobrą stronę, choć zdecydowanie niewystarczający.

Nadregulacja nadal największym problemem

Mimo wprowadzonej poprawki ustawa wciąż zawiera zapisy, które wcześniej budziły poważne kontrowersje. Chodzi przede wszystkim o szerokie kompetencje Komisji Nadzoru Finansowego, która ma pełnić rolę głównego regulatora rynku kryptoaktywów w Polsce.

W poprzedniej wersji przepisów pojawiły się rozwiązania umożliwiające m.in. blokowanie stron internetowych podmiotów działających w branży kryptowalut. To właśnie ten element był jednym z kluczowych powodów prezydenckiego weta. Krytycy wskazywali, że takie uprawnienia mogą prowadzić do nadużyć oraz ograniczenia dostępu użytkowników do ich środków i usług.

Nowa wersja ustawy nie eliminuje tych obaw. W praktyce oznacza to, że mimo przyjęcia przez Sejm, los ustawy nadal jest niepewny. Jedna poprawka dotycząca opłat nie zmienia fundamentalnych założeń projektu, które wcześniej zostały ocenione jako zbyt restrykcyjne.

Eksperci podkreślają, że problemem nie jest sama regulacja rynku kryptowalut, ale jej zakres i sposób wdrożenia. Zbyt rozbudowane przepisy mogą spowodować efekt odwrotny do zamierzonego — zamiast zwiększyć bezpieczeństwo, ograniczą rozwój innowacyjnych projektów.

Polska musi wdrożyć MiCA, ale jak to zrobi?

Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Polska nie ma dużego pola manewru. Unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto Assets) obowiązuje już od końca 2024 roku i nakłada na państwa członkowskie obowiązek dostosowania krajowych przepisów.

Termin wdrożenia regulacji mija 30 czerwca 2026 roku. Oznacza to, że Polska musi przyjąć odpowiednie przepisy, wyznaczyć organ nadzoru oraz określić zasady funkcjonowania rynku. W praktyce rolę tę ma pełnić Komisja Nadzoru Finansowego.

MiCA ma na celu uporządkowanie rynku kryptowalut w całej Unii Europejskiej. Wprowadza jednolite zasady dotyczące emisji tokenów, działalności giełd oraz ochrony inwestorów. To krok w stronę większej przejrzystości i bezpieczeństwa, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla państw członkowskich.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy Polska wdroży te regulacje w sposób proporcjonalny, czy też pójdzie w kierunku nadregulacji? Obecny projekt ustawy sugeruje raczej ten drugi scenariusz, co budzi niepokój wśród przedstawicieli branży.

Startupy i innowacje pod presją

Najbardziej na nowych regulacjach mogą ucierpieć startupy oraz mniejsze firmy technologiczne. To właśnie one są motorem innowacji w sektorze blockchain i kryptowalut, ale jednocześnie mają najmniejsze możliwości dostosowania się do skomplikowanych przepisów.

Niższa opłata nadzorcza to dla nich pozytywny sygnał, jednak wciąż pozostają inne bariery — m.in. wymogi formalne, koszty administracyjne czy ryzyko związane z interpretacją przepisów przez regulatora. W efekcie część projektów może zdecydować się na przeniesienie działalności do krajów, gdzie otoczenie regulacyjne jest bardziej przyjazne.

To zjawisko nie jest nowe. Już wcześniej wiele firm z branży fintech i krypto wybierało takie jurysdykcje jak Estonia, Malta czy Litwa. Polska, mimo dużego potencjału technologicznego, nie zawsze była w stanie konkurować z nimi pod względem regulacyjnym.

Eksperci ostrzegają, że jeśli trend nadregulacji się utrzyma, Polska może stracić szansę na rozwój silnego sektora kryptowalut i technologii blockchain. A to oznacza nie tylko utracone inwestycje, ale także mniejsze wpływy podatkowe i ograniczenie innowacyjności gospodarki.

Co dalej z ustawą o kryptoaktywach

Proces legislacyjny jeszcze się nie zakończył. Ustawa trafi teraz do Senatu, gdzie mogą zostać wprowadzone kolejne poprawki. Ostateczna decyzja będzie jednak należeć do prezydenta, który już raz odrzucił podobny projekt.

Biorąc pod uwagę, że obecna wersja ustawy różni się od poprzedniej jedynie w niewielkim stopniu, trudno przewidzieć, czy tym razem zostanie podpisana. Jeśli dojdzie do kolejnego weta, Polska może mieć problem z terminowym wdrożeniem przepisów unijnych.

Dla rynku kryptowalut to moment kluczowy. Ostateczny kształt regulacji zdecyduje o tym, czy Polska stanie się atrakcyjnym miejscem dla inwestorów i firm technologicznych, czy raczej pozostanie na uboczu dynamicznie rozwijającego się rynku.

Jedno jest pewne — ustawa o kryptoaktywach 2.0 nie rozwiązuje wszystkich problemów. To raczej kolejny etap dyskusji o tym, jak pogodzić bezpieczeństwo inwestorów z potrzebą wspierania innowacji. A od znalezienia tej równowagi zależy przyszłość całego sektora cyfrowych finansów w Polsce.