Debata o podatkach rzadko bywa spokojna. Zazwyczaj każda propozycja wywołuje polityczną burzę, dzieli społeczeństwo i staje się paliwem dla ostrych sporów. Jest jednak jeden wyjątek, który w ostatnich miesiącach coraz częściej wraca do dyskusji publicznej. Chodzi o akcyzę na alkohol i wyroby tytoniowe. To właśnie ten podatek – w opinii wielu ekonomistów – należy do najmniej kontrowersyjnych sposobów poprawy stanu finansów publicznych, a mimo to jego podwyżki wciąż napotykają polityczny opór.
Weto, które zaskoczyło ekspertów
Pod koniec ubiegłego roku prezydent zawetował propozycję rządu dotyczącą przyspieszenia podwyżek akcyzy na alkohol. Decyzja ta wywołała zdziwienie w środowisku ekonomistów, ponieważ – jak pokazują liczne analizy – właśnie ten rodzaj opodatkowania uznawany jest za relatywnie bezpieczny dla gospodarki, a jednocześnie skuteczny fiskalnie.
Ministerstwo Finansów chciało, aby od 2026 roku akcyza na alkohol wzrosła o 15 procent, a rok później o kolejne 10 procent. Byłoby to odejście od dotychczasowej, łagodniejszej ścieżki podwyżek, która zakładała wzrost o 5 procent rocznie. Ostatecznie jednak, po prezydenckim wecie, utrzymano dotychczasowe tempo zmian.
To jednak nie oznacza końca tematu. Wręcz przeciwnie. Wszystko wskazuje na to, że rząd prędzej czy później wróci do pomysłu szybszego podnoszenia akcyzy.
Dlaczego akcyza jest tak ważna
Na pierwszy rzut oka akcyza na alkohol nie wydaje się kluczowym źródłem dochodów państwa. Odpowiada ona za około 16 procent wpływów z całej akcyzy, a sama akcyza stanowi mniej niż 6 procent dochodów sektora finansów publicznych. Największe znaczenie mają tu paliwa oraz wyroby tytoniowe.
Mimo to ekonomiści zwracają uwagę na coś znacznie ważniejszego niż same wpływy do budżetu. Chodzi o efekt długoterminowy.
Podwyższanie akcyzy na używki nie tylko zwiększa dochody państwa, ale również ogranicza ich konsumpcję. A to z kolei przekłada się na niższe koszty systemu ochrony zdrowia, mniej chorób cywilizacyjnych i mniejsze obciążenie dla całej gospodarki.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli wyższe podatki zmniejszą sprzedaż alkoholu czy papierosów, to państwo może na tym zyskać w dłuższym okresie.
Ekonomiści są zgodni
W badaniu przeprowadzonym wśród kilkudziesięciu ekonomistów zdecydowana większość – blisko 78 procent – opowiedziała się za szybszym podnoszeniem akcyzy na alkohol. Podobne opinie dotyczą wyrobów tytoniowych.
To rzadki przypadek tak dużej zgodności w środowisku, które zazwyczaj jest mocno podzielone w kwestiach fiskalnych.
Eksperci podkreślają, że podwyżki akcyzy mają niski koszt polityczny, a jednocześnie nie hamują wzrostu gospodarczego tak jak inne podatki. W przeciwieństwie do podwyżek podatku dochodowego czy VAT, nie uderzają bezpośrednio w inwestycje ani w aktywność gospodarczą.
Problem, który rośnie po cichu
Jednym z głównych argumentów za podwyżkami jest rosnąca dostępność alkoholu i papierosów. Choć ceny tych produktów rosną, to rosną wolniej niż wynagrodzenia.
W efekcie przeciętny Polak może dziś pozwolić sobie na więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu.
Od 2010 roku wynagrodzenia w Polsce wzrosły niemal trzykrotnie, podczas gdy ceny alkoholu zwiększyły się tylko o około połowę. Oznacza to, że realnie alkohol stał się bardziej dostępny.
Podobna sytuacja dotyczy papierosów. Choć ich ceny rosły szybciej, to nadal ich dostępność – liczona w relacji do dochodów – jest wyższa niż w przeszłości.
To właśnie ten trend budzi największe obawy ekspertów, którzy wskazują na rosnące problemy zdrowotne i społeczne związane z używkami.
Argumenty przeciwników
Nie wszyscy jednak popierają przyspieszenie podwyżek. Krytycy zwracają uwagę na kilka istotnych kwestii.
Po pierwsze, zmiana zasad w trakcie obowiązywania wcześniejszych ustaleń może podważać zaufanie do państwa. Jeśli rząd ustalił określoną ścieżkę podwyżek, to jej nagła zmiana może być postrzegana jako brak stabilności.
Po drugie, pojawia się ryzyko rozwoju szarej strefy. Wyższe ceny mogą skłonić część konsumentów do sięgania po nielegalne produkty, które są często tańsze, ale jednocześnie bardziej niebezpieczne.
Ten argument jest jednak kwestionowany przez część ekspertów, którzy wskazują, że skala nielegalnego rynku zależy bardziej od skuteczności państwa niż od wysokości podatków.
Największy problem: kto zapłaci
Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko podwyżkom akcyzy jest jej regresywny charakter. Oznacza to, że najmocniej obciąża ona osoby o niższych dochodach.
Dla bogatszych konsumentów wyższa cena alkoholu czy papierosów nie stanowi dużego problemu. Dla osób mniej zamożnych może to być już znaczące obciążenie.
To rodzi pytanie o sprawiedliwość takiego rozwiązania i o to, czy państwo powinno finansować swoje wydatki kosztem najbiedniejszych.
Z drugiej strony pojawia się argument, że właśnie te grupy najbardziej korzystają na poprawie zdrowia publicznego i ograniczeniu negatywnych skutków używek.
Polityka kontra ekonomia
Cała dyskusja wokół akcyzy pokazuje szerszy problem, z którym mierzą się rządy na całym świecie. Z jednej strony są twarde dane i analizy ekonomiczne, z drugiej realia polityczne.
Podwyżki podatków, nawet tych najmniej kontrowersyjnych, zawsze wiążą się z ryzykiem utraty poparcia społecznego. Szczególnie w okresie przedwyborczym politycy często unikają decyzji, które mogą być niepopularne.
Dlatego mimo szerokiego poparcia ekspertów, temat akcyzy wciąż pozostaje nierozwiązany.
Co dalej z akcyzą
Wszystko wskazuje na to, że temat wróci w najbliższych miesiącach. Rząd już sygnalizuje, że podwyżki akcyzy mogą być jednym ze źródeł finansowania innych zmian podatkowych, takich jak podniesienie progów podatkowych.
To oznacza, że decyzja nie została odłożona na półkę, a jedynie przesunięta w czasie.
Kluczowe będzie to, czy politycy zdecydują się postawić na argumenty ekonomiczne i zdrowotne, czy też wygrają obawy przed reakcją wyborców.
Podsumowanie
Akcyza na alkohol i wyroby tytoniowe to jeden z nielicznych podatków, który łączy cele fiskalne z poprawą zdrowia publicznego. Ekonomiści są w tej sprawie wyjątkowo zgodni, wskazując na potrzebę szybszych podwyżek.
Mimo to decyzje polityczne pokazują, że nawet najmniej kontrowersyjne rozwiązania mogą stać się przedmiotem sporów i wahań.
Ostatecznie to nie liczby, a polityczna kalkulacja zdecyduje o tym, czy i kiedy ceny używek w Polsce wzrosną szybciej.

