Przez lata polska branża transportowa była jednym z największych sukcesów gospodarczych kraju. Rodzime firmy zdominowały europejski rynek przewozów drogowych, stając się liderami pod względem liczby realizowanych transportów międzynarodowych. Dziś jednak sektor stoi przed szeregiem wyzwań, które mogą trwale zmienić jego pozycję na rynku.
Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Sektor transportu wobec presji kosztowej i dekarbonizacji”, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, model rozwoju oparty na niższych kosztach działalności i dużej elastyczności operacyjnej zaczyna się wyczerpywać. Coraz więcej przedsiębiorstw ma problemy z utrzymaniem rentowności, a liczba firm kończących działalność rośnie w alarmującym tempie.
Lawina zamknięć firm transportowych
Pierwsze sygnały pogorszenia sytuacji pojawiły się już w 2025 r. Wówczas z rynku zniknęło 1327 przedsiębiorstw zajmujących się międzynarodowym transportem drogowym.
Jeszcze bardziej niepokojące dane napłynęły z początku 2026 r. Tylko w pierwszym kwartale działalność zakończyły 1234 firmy transportowe.
To pokazuje skalę problemów, z którymi mierzy się branża.
Pesymistyczne nastroje potwierdza również Barometr EFL dla sektora TSL. Wskaźnik zanotował trzeci kolejny spadek i osiągnął najniższy poziom od końca 2020 r. Poprawy sytuacji spodziewa się obecnie zaledwie 2,5 proc. przedsiębiorstw.
Paliwo coraz mocniej obciąża firmy
Jednym z najpoważniejszych problemów pozostają koszty działalności.
Największy wpływ na rentowność firm mają ceny paliw, które w ostatnich latach stały się wyjątkowo niestabilne. Wystarczy kilka tygodni napięć geopolitycznych lub zakłóceń dostaw ropy, aby koszty przewozów gwałtownie wzrosły.
Dla firm transportowych paliwo stanowi często od 25 do nawet 40 proc. wszystkich kosztów operacyjnych.
W efekcie wielu przewoźników zmaga się z problemami płynnościowymi i rosnącym zadłużeniem.
Dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że największe pojedyncze zadłużenie w sektorze transportowym przekroczyło już 8 mln zł i dotyczyło właśnie zobowiązań związanych z zakupem paliwa.
Kierowców brakuje bardziej niż kiedykolwiek
Drugim ogromnym wyzwaniem jest niedobór kierowców zawodowych.
Jeszcze kilka lat temu sytuację częściowo ratowali pracownicy z Ukrainy. Po wybuchu wojny i zmianach na rynku pracy ten mechanizm przestał jednak działać tak skutecznie jak wcześniej.
Firmy coraz częściej mają problem ze znalezieniem wykwalifikowanych kierowców posiadających odpowiednie uprawnienia do transportu międzynarodowego.
Skutkiem jest rosnąca presja płacowa.
Przewoźnicy muszą oferować coraz wyższe wynagrodzenia, premie i dodatki, aby utrzymać pracowników lub przyciągnąć nowych kandydatów.
Według danych Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) liczba nieobsadzonych stanowisk kierowców ciężarówek w Europie wzrosła z 233 tys. w 2023 r. do 426 tys. rok później.
Prognozy są jeszcze bardziej niepokojące. Do 2028 r. liczba wakatów może wzrosnąć do 745 tys.
Zielona transformacja stawia branżę pod ścianą
Na sektor transportowy coraz mocniej wpływają również regulacje klimatyczne Unii Europejskiej.
Szczególne obawy budzi planowane rozszerzenie systemu ETS2, który ma objąć emisje generowane przez transport drogowy.
Dla polskich przewoźników problem jest szczególnie poważny, ponieważ krajowa flota pozostaje niemal całkowicie uzależniona od silników Diesla.
Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA aż 98,6 proc. ciężarówek poruszających się po polskich drogach wykorzystuje olej napędowy.
Pojazdy elektryczne i inne rozwiązania zeroemisyjne nadal stanowią marginalną część rynku.
Oznacza to, że przyszłe koszty związane z emisjami mogą znacząco obciążyć przedsiębiorstwa transportowe.
Ukraińska konkurencja coraz silniejsza
Dodatkową presję wywierają firmy spoza Unii Europejskiej.
Przedstawiciele branży coraz częściej wskazują na przewoźników z Ukrainy, którzy po zmianie kierunków handlu i logistyki po 2022 r. znacząco zwiększyli swoją obecność na rynku europejskim.
Zdaniem polskich przedsiębiorców ukraińskie firmy funkcjonują w bardziej korzystnym otoczeniu regulacyjnym i nie muszą spełniać wszystkich wymogów obowiązujących przewoźników z UE.
W efekcie mogą oferować usługi nawet o 25–30 proc. tańsze.
Dla klientów oznacza to atrakcyjniejsze stawki, ale dla polskich przewoźników coraz większą presję cenową.
Nie tylko Ukraina
Eksperci podkreślają, że konkurencja nie ogranicza się wyłącznie do ukraińskich firm.
Coraz większą aktywność na europejskim rynku wykazują również przewoźnicy z:
- Turcji,
- Serbii,
- Gruzji,
- krajów Azji Centralnej.
Wiele z tych przedsiębiorstw działa przy niższych kosztach pracy i mniej restrykcyjnych regulacjach niż firmy z Unii Europejskiej.
To sprawia, że utrzymanie dotychczasowej przewagi konkurencyjnej staje się coraz trudniejsze.
Polska nadal liderem, ale przewaga topnieje
Mimo obecnych problemów Polska pozostaje największym przewoźnikiem drogowym w Unii Europejskiej.
Eksperci ostrzegają jednak, że utrzymanie tej pozycji będzie wymagało głębokich zmian.
Kluczowe znaczenie będą miały:
- inwestycje w nowoczesne technologie,
- automatyzacja procesów logistycznych,
- rozwój floty niskoemisyjnej,
- poprawa warunków pracy kierowców,
- większa stabilność kosztów działalności.
Bez tych działań sektor, który przez lata był jednym z filarów polskiej gospodarki i eksportu usług, może stopniowo tracić swoją pozycję na rzecz konkurentów z innych krajów.
Najbliższe lata pokażą, czy polskie firmy transportowe zdołają dostosować się do nowych realiów rynku, czy też okres dominacji naszych przewoźników w Europie zacznie powoli dobiegać końca.

