System zawiódł na całej linii. Ekspert bez złudzeń o sprawie Zondacrypto

Kamil
7 min czytania

Afera wokół Zondacrypto przestaje być tylko historią o jednej giełdzie kryptowalut. Coraz wyraźniej widać, że to przykład znacznie szerszego problemu, który dotyczy całego rynku i jego regulacji. Najnowsze wypowiedzi ekspertów nie pozostawiają złudzeń – zawiódł nie tylko model biznesowy spółki, ale również system nadzoru, który w praktyce okazał się niewystarczający.

Zdaniem prof. Tomasza Siemiątkowskiego, adwokata i wykładowcy SGH, sytuacja Zondacrypto obnażyła słabości europejskiego podejścia do rynku kryptoaktywów. W jego ocenie nadzór był „bardzo ułomny” w Estonii, a w Polsce wręcz niemożliwy. To mocne słowa, które dobrze oddają skalę problemu i tłumaczą, dlaczego tysiące klientów dziś walczy o odzyskanie swoich pieniędzy.

Co musiałoby się stać, żeby odzyskać środki

Najważniejsze pytanie, które zadają sobie poszkodowani, brzmi: czy odzyskanie pieniędzy jest w ogóle możliwe. Ekspert nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale wskazuje kilka potencjalnych scenariuszy.

Pierwszy z nich to dokapitalizowanie spółki przez inwestora. W teorii taki ruch mógłby przywrócić płynność i umożliwić wypłaty środków klientom. Problem polega na tym, że jeśli rzeczywiście brakuje pieniędzy na pokrycie zobowiązań, znalezienie inwestora gotowego wejść w tak ryzykowny projekt może być niezwykle trudne.

Drugi scenariusz zakłada odzyskanie środków, o ile giełda sama padła ofiarą nieprawidłowości. To jednak wymagałoby udowodnienia, gdzie dokładnie znajdują się aktywa i kto sprawuje nad nimi kontrolę. A to w przypadku globalnych struktur kryptowalutowych jest wyjątkowo skomplikowane.

Pozostają jeszcze restrukturyzacja lub upadłość. Choć brzmi to dla klientów niepokojąco, w praktyce upadłość może być jedynym sposobem na zabezpieczenie resztek majątku i częściowe zaspokojenie wierzycieli. Problem w tym, że coraz więcej wskazuje na to, iż tych aktywów może po prostu nie być.

Portfel za setki milionów i brak kluczy

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków sprawy jest kwestia portfela kryptowalut o wartości przekraczającej 300 milionów dolarów. Według deklaracji władz spółki, dostęp do niego ma zaginiony od 2022 roku Sylwester Suszek.

Dla eksperta taka sytuacja jest trudna do zaakceptowania. Pojawia się fundamentalne pytanie: jak można prowadzić giełdę kryptowalut przez kilka lat bez dostępu do kluczowych aktywów.

To nie tylko kwestia zarządzania, ale również podstawowych zasad bezpieczeństwa finansowego. Brak kontroli nad tak istotnym zasobem oznacza w praktyce, że nie można go traktować jako realnego zabezpieczenia dla klientów.

Ucieczka od regulacji

Historia Zondacrypto pokazuje także, jak łatwo było unikać nadzoru poprzez zmianę jurysdykcji. Najpierw działalność została przeniesiona z Polski na Maltę, a następnie do Estonii.

Każdy z tych kroków miał swoje uzasadnienie biznesowe, ale jednocześnie oznaczał funkcjonowanie w środowisku o innym poziomie regulacji. W praktyce pozwalało to działać w przestrzeni, gdzie nadzór był ograniczony lub rozproszony.

To nie jest przypadek jednostkowy, lecz element szerszego zjawiska. W Unii Europejskiej przedsiębiorcy mogą korzystać ze swobody działalności gospodarczej, co oznacza, że firma zarejestrowana w jednym kraju może świadczyć usługi w innym.

Problem polega na tym, że nadzór nad rynkiem finansowym nadal ma charakter krajowy. To tworzy luki, które – jak pokazuje przypadek Zondacrypto – mogą być wykorzystywane.

Estonia jako „europejski Delaware”

Ekspert zwraca uwagę na specyficzną strategię Estonii, która od lat stara się przyciągać zagraniczne firmy, oferując im korzystne warunki prowadzenia działalności. W pewnym sensie przypomina to model amerykańskiego stanu Delaware, gdzie zarejestrowanych jest wiele spółek ze względu na liberalne przepisy.

Taki model ma swoje zalety, ale w przypadku rynku finansowego może generować poważne ryzyka. Brak jednolitego, silnego nadzoru na poziomie całej Unii sprawia, że poszczególne państwa funkcjonują według własnych standardów.

W efekcie powstaje system, w którym odpowiedzialność jest rozproszona, a skuteczna kontrola staje się trudna.

Gdzie był nadzór

Jednym z kluczowych pytań jest to, czy odpowiednie instytucje powinny wcześniej zareagować. W teorii w Unii Europejskiej istnieją mechanizmy wymiany informacji między organami nadzoru.

Jeśli pojawiły się sygnały o problemach finansowych spółki, powinny one zostać przekazane odpowiednim instytucjom w innych krajach. W praktyce jednak nie wiadomo, czy takie informacje zostały udostępnione i w jakim zakresie.

To pokazuje, że nawet istniejące regulacje nie zawsze działają tak, jak powinny.

Czy nowe prawo coś zmieni

W tle całej sprawy pojawia się kwestia regulacji rynku kryptoaktywów. Ekspert nie ma wątpliwości – przyjęcie odpowiednich przepisów jest konieczne.

Chodzi przede wszystkim o wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA, które ma uporządkować rynek kryptowalut i wprowadzić bardziej przejrzyste zasady działania.

Zdaniem prof. Siemiątkowskiego lepiej na początku „przeregulować” rynek niż pozostawić go bez odpowiednich zabezpieczeń. W jego ocenie nowe przepisy mogą poprawić transparentność i zwiększyć bezpieczeństwo użytkowników.

Nie oznacza to jednak, że ryzyko zniknie całkowicie.

Kryptowaluty to wciąż rynek wysokiego ryzyka

Nawet najlepsze regulacje nie zamienią giełd kryptowalut w instytucje porównywalne z bankami. To fundamentalna różnica, o której wielu użytkowników zapomina.

Rynek kryptoaktywow ma globalny charakter, a jego struktura utrudnia egzekwowanie prawa. Nawet jeśli przepisy będą bardziej restrykcyjne, zawsze pozostanie element ryzyka.

Dlatego kluczowe znaczenie ma świadomość użytkowników i umiejętność rozpoznawania sygnałów ostrzegawczych.

Na co zwracać uwagę

Ekspert wskazuje kilka elementów, które powinny wzbudzać czujność. Należą do nich agresywny marketing, brak transparentnych raportów finansowych, niejasna struktura spółki oraz brak informacji o rezerwach.

To sygnały, które mogą świadczyć o problemach i powinny skłonić do większej ostrożności.

Lekcja na przyszłość

Sprawa Zondacrypto to nie tylko problem jednej firmy, ale ważna lekcja dla całego rynku. Pokazuje, jak łatwo może dojść do sytuacji, w której tysiące osób tracą dostęp do swoich środków.

Jednocześnie ujawnia słabości systemu, który nie nadąża za dynamicznie rozwijającym się sektorem kryptowalut.

W najbliższych latach kluczowe będzie znalezienie równowagi między innowacją a bezpieczeństwem. Bez tego podobne sytuacje mogą się powtarzać.

Podsumowanie

Eksperci nie mają wątpliwości – rynek kryptowalut wymaga pilnych zmian. Sprawa Zondacrypto pokazuje, że brak odpowiedniego nadzoru i jasnych zasad może prowadzić do poważnych konsekwencji.

Dla użytkowników oznacza to jedno: kryptowaluty pozostają inwestycją wysokiego ryzyka, a bezpieczeństwo środków w dużej mierze zależy od ich własnych decyzji.

Secret Link