Rynek informacji kredytowej w Polsce znalazł się w centrum poważnego sporu regulacyjnego. Nowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim przygotowany przez UOKiK wywołał ostrą reakcję branży finansowej. Przedstawiciele biur informacji gospodarczej (BIG) alarmują, że zamiast zwiększyć konkurencję, proponowane przepisy mogą jeszcze bardziej umocnić dominującą pozycję Biura Informacji Kredytowej (BIK).
Z kolei urząd antymonopolowy odpiera zarzuty i przekonuje, że zmiany mają na celu poprawę jakości danych oraz zwiększenie bezpieczeństwa konsumentów. Spór dotyczy jednak nie tylko regulacji, ale też przyszłości całego rynku kredytowego w Polsce.
BIK kontra BIG – o co toczy się gra
W Polsce funkcjonują dwa główne typy instytucji zajmujących się danymi o zadłużeniu:
- BIK (Biuro Informacji Kredytowej) – gromadzi dane o kredytach i historii spłat, należy do banków i ma dostęp do informacji o ok. 25 mln Polaków,
- BIG (Biura Informacji Gospodarczej) – prywatne firmy prowadzące rejestry dłużników i oferujące narzędzia do oceny wiarygodności kontrahentów.
Problem polega na tym, że BIK ma uprzywilejowany dostęp do danych kredytowych, którego BIG-i nie posiadają. Jednocześnie BIK może działać także jako BIG, ale w drugą stronę to nie działa – biura informacji gospodarczej nie mogą prowadzić działalności kredytowej.
Zdaniem przedstawicieli branży tworzy to strukturalną nierówność.
Projekt ustawy pod ostrzałem
Nowa wersja projektu ustawy o kredycie konsumenckim wprowadza zmiany w raportowaniu danych i ocenie zdolności kredytowej. Według krytyków:
- BIK otrzyma dane szybciej i bezwarunkowo,
- BIG-i będą otrzymywać informacje później i tylko w określonych przypadkach,
- różnice w zasadach raportowania mogą pogłębić dysproporcje rynkowe.
W praktyce oznacza to, że informacje o zaległościach kredytowych trafią do BIK już po 7 dniach, natomiast do BIG-ów dopiero po spełnieniu dodatkowych warunków – i z co najmniej miesięcznym opóźnieniem.
To – zdaniem branży – może doprowadzić do sytuacji, w której konkurencyjne bazy danych staną się mniej kompletne i mniej użyteczne.
Argument: brak konkurencji = wyższe ceny
Przedstawiciele rynku finansowego ostrzegają, że brak konkurencji może mieć realne skutki dla konsumentów.
Według analiz przywoływanych przez branżę:
- większa konkurencja mogłaby obniżyć koszty usług nawet o 30 procent,
- dominacja jednego podmiotu może utrzymywać ceny na wysokim poziomie,
- koszty dostępu do danych mogą zostać przerzucone na klientów.
W efekcie kredyty mogą stać się droższe – poprzez wyższe marże, prowizje i opłaty.
Nowy obowiązek dla windykatorów
Kontrowersje budzi także rozszerzenie obowiązków raportowania na firmy zajmujące się skupem wierzytelności.
Zgodnie z projektem:
- podmioty te będą musiały raportować dane do BIK,
- wymóg ten wykracza poza unijną dyrektywę CCD II,
- branża wskazuje, że to rozwiązanie jest kosztowne i niepraktyczne.
Firmy zarządzające długami podkreślają, że weryfikacja portfeli wierzytelności trwa często tygodnie lub miesiące. Wprowadzenie krótkiego terminu raportowania może skutkować błędami w danych, które uderzą bezpośrednio w konsumentów.
Ryzyko dla kredytobiorców
Zdaniem krytyków projekt może mieć kilka negatywnych konsekwencji dla rynku:
- trudniejszy dostęp do kredytów dla osób o niższej zdolności kredytowej,
- większa liczba odmów finansowania,
- wzrost zainteresowania pożyczkami poza systemem bankowym,
- więcej spraw trafiających do komornika zamiast do negocjacji.
Dodatkowo błędne lub nieaktualne dane w bazach mogą prowadzić do niesłusznych odmów kredytu.
UOKiK odpowiada: chodzi o jakość danych
Urząd antymonopolowy nie zgadza się z zarzutami. Według UOKiK:
- celem zmian jest zapewnienie aktualnych i rzetelnych danych,
- kredytodawcy będą musieli korzystać z więcej niż jednej bazy,
- nowe przepisy mają zwiększyć bezpieczeństwo systemu finansowego.
UOKiK podkreśla też, że nie ma kompetencji do zmiany prawa bankowego, które reguluje dostęp do danych kredytowych.
Czy rynek naprawdę zostanie otwarty?
W teorii projekt zakłada większe wykorzystanie różnych baz danych. W praktyce jednak pojawiają się wątpliwości, czy:
- BIG-i będą w stanie realnie konkurować z BIK,
- różnice w dostępie do danych nie pogłębią nierówności,
- dodatkowe obowiązki nie zwiększą kosztów całego systemu.
To rodzi pytanie, czy regulacja rzeczywiście zwiększy konkurencję, czy tylko zmieni jej formalny charakter.
Kluczowa infrastruktura gospodarki
Spór ma szerszy wymiar niż tylko rywalizacja firm. Dotyczy bowiem kontroli nad danymi o wiarygodności finansowej milionów Polaków.
To właśnie te dane:
- decydują o przyznaniu kredytu,
- wpływają na koszty finansowania,
- kształtują dostęp do usług finansowych.
Dlatego część ekspertów uważa, że rynek ten powinien być bardziej konkurencyjny i objęty silniejszym nadzorem publicznym.
Co dalej?
Projekt ustawy jest nadal przedmiotem dyskusji i może jeszcze ulec zmianom. Jednak już teraz widać, że decyzje regulatora będą miały długofalowe skutki dla całego rynku finansowego.
Od ostatecznego kształtu przepisów zależy:
- poziom konkurencji w sektorze informacji kredytowej,
- koszty kredytów dla konsumentów,
- dostępność finansowania dla firm i gospodarstw domowych.

